Hetare

I Ty możesz ściągnąć swój tyłek
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Korei Pana Wspaniałego.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Czw Gru 29, 2011 7:46 pm

W miarę, jak Yun badał domek, na jego twarzy pojawiał się coraz większy szok pomieszany chyba ze zbulwersowaniem. Cóż, najwyraźniej nie dopuszczał do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby być ukradzione z samotnego, opuszczonego domku w leśnej głuszy. Przecież dla ludzi z wesołego komunistycznego gangu, ludzi, którzy przecież nie mieli nic coś takiego było jak prezent pod choinką.
Brakowało tylko wstążeczki, ale sądząc po wymownej pustce i ciszy wnętrza budynku - ten ubytek dużą szkodą nie był.
Yong uśmiechnął się pod nosem, myśląc, że jednak jego braciszek jest naiwny. I słodki przy tym, na swój sposób.

- Czuję się jak jakiś włamywacz daze - wyburczał, zabierając się do szperania zagiętym drutem (wytrych polowy) w zabytkowym zamku garażu. Szczęściem nie była to jakaś skomplikowana konstrukcja; po kilku minutach dało się słyszeć upragnione kliknięcie, a drzwi łatwo odjechały w boki, skrzypiąc niemiłosiernie.
Gdy oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dało się zauważyć jakieś skrzynki. Skrzynki o podejrzanie wojskowym kroju.
Bez dalszych skrupułów czy wątów Południe otworzył wszystkie po kolei. Po dłuższym przeszukiwaniu znalazł jedną latarkę i zapasik wątłych w mocy baterii. Zaaplikował je zręcznie, po czym włączył urządzenie. Snop światła uderzył w ścianę, rażąc oczy i podświetlając wzburzony kurz.
- No to mamy daze. Widziałeś coś jeszcze? - mówiąc to, podświetlił sobie twarz od dołu i zrobił straszną - w jego mniemaniu - minę.

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Pią Gru 30, 2011 3:56 am

Gdy Południe był zajęty męczeniem się z zamkiem garażu, Yun postanowił rozejrzeć się... znowu. Co prawda nie czuł już tak wielkiego stresu jak przy przechodzeniu przez płot, czy przy chowaniu się przed żołnierzami na patrolu, ale i tak odczuwał lekki niepokój, który nakazywał mu być ciągle czujnym jak myszka na otwartej przestrzeni, która stanowi łatwy cel dla sowy czy innego drapieżnika.
Szczęście, że nie okazywał po sobie tego lęku. Z kamienną twarzą przyglądał się dalszym poczynaniom Yonga, co jakiś czas przenosząc wzrok na drzewa, które za nimi wyrastały. Stojąc prosto jak na baczność, przypominały trochę wrogów w gotowości do ataku. Wyobraźnia Yuna, choć nie zbyt oryginalna, potrafi czasami dać mu w kość.
Irytujące skrzypienie drzwi, było dla Północy jak rozkaz do przeszukania pomieszczenia.
- Dobra robota, Yong. - powiedział wchodząc do garażu. Niech się Południe cieszy z tej pochwały, bo za często ich słyszeć nie będzie.
Stęchłe powietrze od razu dało mu się we znaki. Widać dawno nikt tutaj nie zaglądał. Zauważył skrzynie, jednak zanim zdążył do jakiejkolwiek podejść, jego bliźniak spenetrował już prawie wszystkie. Ten to zasuwa... Północ dobrał się do paru z nich przeszukując je o wiele wolniej, a co za tym idzie nieco dokładniej. - Przy energicznym Yongu, prezentuje się jak jakiś emeryt. - Niestety nie znalazł nic godnego uwagi. Tylko stare, zardzewiałe śruby.
Syknął, mrużąc mocno oczy. Tak nagły rozbłysk światła był dla niego dość bolesny. Przy okazji odpychał go fakt, że znajduje się w tak zaniedbanym pomieszczeniu. Latarka rozświetliła to i owo, ukazując niezmiernie dużo kurzu, śmieci i całego pozostałego syfu.
- Nie wygłupiaj się. - burknął widząc "straszną" minę brata. Mimo wszystko uśmiechnął się pod nosem, bo owa przerażająca wersja Południa, wyglądała bardzo zabawnie. - Pobawisz się jak już dostaniemy się do mojego domu. - dodał strzepując z munduru kurz, który już zdążył przylepić się do jego ubrania.
- Niczego poza starymi śrubami nie znalazłem. Latarka nam zresztą wystarczy. Mamy sprawiać wrażenie żołnierzy na patrolu. Do takich żaden cywil się nie przyczepi. Więc chodź, ruszamy do Pyongyangu. - rzucił wychodząc z garażu. Przystanął na zewnątrz aby poczekać na Południe ze światłem. Przy okazji oszacował sobie odległość stąd do stolicy. Argh.. nogi go będą bolały jak nic.


... czwarta w nocy, a ja posty piszę D| Chyba coś ze mną nie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Wto Sty 03, 2012 9:53 pm

Zamrugał, gapiąc się na Północ z lekko rozchylonymi ustami. Chyba przymus włamywania się do własnego domu źle na niego podziałał, bo w ciągu kilku minut otrzymał od niego pochwałę (!) i zobaczył jego uśmiech (!!!). Nie, żeby tego nie doceniał - ba, wręcz przeciwnie, to było jak zesłanie walkirii, gromu z jasnego nieba, słoneczko zza chmurki, makówki z różyczkami na łączce i tak dalej, ale normalne bynajmniej nie. Na dodatek ten syf w pomieszczeniu. Ależ dla Yuna to musiał być cios, cholera jasna, ciekawe, jak się z tym czuje jego pedantyczna duszyczka.
No, ale ten uśmiech to chyba można wziąć za dobrą monetę. Normalnie za taki wygłup dostał by po pysku, a tu proszę - buzia się śmieje, oczki rozświetlone, tylko patrzeć i się cieszyć - więc Yong po chwilowym otępieniu wyszczerzył kły i mamrocząc "mam nadzieję, że się pobawię" skierował latarkę tak, żeby nie oślepiała żadnego z nich.
Zerknął na śruby. Zardzewiałe, pokryte jakąś dziwną substancją, lekko wilgotne, a w czystych od pomarańczowego nalotu miejscach zaśniedziałe; słowem, obrzydliwe. Ale były duże i ciężkie, więc w sumie mogły stanowić wcale niezłe pociski. W razie czego spisałyby się lepiej niż kamienie.
- Daj daze, nie brudź sobie rączek - zaproponował z twarzą wyrażającą wyłącznie niewinność i absolutnie zero złośliwości.
Zgarnięte śruby owinął w jakąś szmatkę i wsunął do kieszeni mundurowych spodni, żeby w razie czego mieć je pod ręką, po czym ruszył raźnym krokiem za Północą.

Marsz był długi i męczący, pełen soczystych klątw, upadków, gałęzi, które wyskakiwały jakby znikąd i innego podobnego shitu. Żadnych większych problemów nie mieli - a wręcz przeciwnie. W momencie, gdy doszli do drogi, zatrzymała się tam jakaś ciężarówka, a wymęczony kierowca skierował się do lasu, żeby ulżyć pęcherzowi. Wtedy za pomocą drobnej perswazji Południa (kłótni z Północą, wpychania go na pakę i znoszenia szturchańców) obie Koree załadowały się na gapę do pojazdu. Obyło się nawet bez demaskacji; z kilometr czy dwa przed wjazdem do miasta zeskoczyło się w krzaki.
Reszta drogi jest do pokonania na piechotę.

YongSoo sprawdził, czy latarka działa - malowniczo strzelił sobie strumieniem światła po oczach.

Cóż, działała.

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Pią Sty 06, 2012 1:31 am

Proste i nawet optymistyczne - jak na tamtą chwilę - myśli Yuna były dla niego niczym innym, jak motywacją do kontynuowania podróży. Szkoda, że niektóre z nich były tak okropnie głupie; no chyba tylko idiota mógłby ze skrywanym uśmiechem sądzić, że przez cały czas będą szli pieszo. Tak na nóżkach przez ponad sto kilometrów drogi. Nie! Mając przy sobie tak przerażająco mądrą mordeczkę, jaką jest Południe, można sobie tylko pomarzyć o prostych, spokojnych akcjach. Prawda, że samo pchanie się do Korei Północnej z kimś 'obcym', było szaleństwem, no ale ej! Jazda na gapę ciężarówką faceta, który w każdej chwili może ich zdemaskować?! To już jest szczyt wszystkiego.
Syczenie, obijanie mordki brata i tsunami przekleństw na nic mu się zdało. Południe wepchnął go na siłę i ostatecznie wszystko szło według jego planu.
Po powrocie właściciela pojazdu, Północ grzecznie się zamknął i z milutką miną, zatytułowaną "ja Cię kiedyś zajebię", wgapiał się w Yong'a przez calutką drogę, skulony gdzieś jak mały kotek, byle by tylko nikt go nie zauważył.
Hasło do wyskoczenia było kolejną rzeczą, na którą Yun sam by się nigdy nie zdecydował. No ale dobra. Jakoś to poszło, o dziwo bez tak mocnego oporu jak przy wsiadaniu do ciężarówki. Parę wyszeptanych nieprzyzwoitych słów i zdań typu "Powaliło Cię?" lub "Kretynie! Zauważy nas!" ale nic poza tym.
Odetchnął z ulgą, obserwując z krzaków odjeżdżający pojazd. Czuł, że kolejne niebezpieczeństwo się od nich oddala. Później zerknął na brata i spoważniał. Rozejrzawszy się dookoła czy nie ma nikogo, wstał i rozciągnął się. Gniecenie się przez tyle czasu w ciężarówce jest dość męczące.
Latarka działa? Idealnie. Więc kolejne kilka kilometrów mogą już przejść na własnych nogach, udając żołnierzy na obchodzie – tak jak zakładał ich pierwszy plan.
Parędziesiąt minut drogi i już widać miasto. Ah, Pjongjang. Nie taki w sumie zły jak go postrzegają ludzie z zagranicy. Polna śnieżka przy drodze, jaką dotąd chodzili, przemieniła się w solidnie wyglądające chodniki, prowadzące pomiędzy wyższe i niższe budynki, o większej lub mniejszej wartości dla samego kraju. W marnym oświetleniu mało z tego było widać, jednak prezentowały się nadzwyczaj ładnie. Gdzieniegdzie były postawione pomniki. Rzecz jasna na cześć Pana Wspaniałego. Północ starał się je jednak omijać. Nie to, że ich nie lubił. Kochał te wszystkie rzeźby z brązu nad własne życie.. ale przejście obojętnie obok któregoś z nich nie byłoby na miejscu. Musiałby się pokłonić. W sumie dla niego to nic wielkiego, ale Południe na pewno stawiałby opór. A jak wiadomo wszędzie jest monitoring. Mogliby podłapać brak szacunku dla Wiecznego Władcy u Yong’a i zabrać go na jakąś rozmowę… lub po prostu od razu ukarać.
Kolejna rzecz, która na swój własny sposób charakteryzuje państwo to plakaty propagandowe. Sylwetka radosnego Kim Ir Sena na czerwonym tle wśród obsesyjnie uśmiechających się obywateli. Sztuczne szczęście. I jeszcze te wielkie czarne napisy. Jeśli widzi się coś takiego pierwszy raz, nie można przejść obojętnie.
Yun prowadził swojego brata przez ciemne, zadbane uliczki z nienaturalną wręcz powagą. Jedynym źródłem światła była ledwo działająca już latarka i migająca w równych odstępach czasowych lampa przy jedynej w całym kraju pizzerii. Miasto świeciło pustkami. Żadnego samochodu, żadnego obywatela, żadnego bezpańskiego psa czy kota.. nic. Same budynki z ciemnymi oknami. W żadnym domu nie paliło się światło. Zupełnie tak, jakby nikt tutaj nie mieszkał. Z jednej strony przerażające, a z drugiej nawet całkiem dobre. Łatwiej poruszać się bez zatłoczonych ulic i chodników.
Aż w końcu przystanął. Znajdowali się właśnie w mniej zadbanej dzielnicy ze starym, popękanym murem i równie nieładnymi, szarymi budynkami. Otaczały one wąską ścieżkę, stanowiącą idealny skrót do domu Yuna. Wyjątkowo w tym miejscu nie było żadnej kamery. Północ osobiście to sprawdził, parę miesięcy temu. Jednak właśnie tu, znajduje się coś co może zainteresować Yong’a.
- Spójrz. - Północ wskazał ręką na plakat, znacznie różniący się od pozostałych z Kim Ir Senem. Widać, że był bardzo stary. Podarty u dołu, zagięte rogi u góry i czarnawe smugi pośrodku. Mimo to, dało się odczytać z niego treść, którą miał przekazać.
Na samiutkiej górze był czarny kontur terytorium obu Korei, prezentujący się jako jedność. Pośrodku dwójka uśmiechniętych dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Wyglądali jak brat i siostra. Ubrani byli w uroczyste, piękne stroje. Gdyby plakatu nie nagryzł surowy ząb czasu, ich ubrania nie byłby tak poblakłe, a mocno kolorowe, radosne. Trzymali się za ręce. Na samym dole był wielki napis „Jedna Korea”. Silne wiatry mocno wygięły kartkę tak, że słowo „jedna” było nieco wyżej niż słowo „Korea”.
Takiego typu rzeczy w samym państwie jest niewiele. Nawet bardzo niewiele. Jednak są. I to się liczy, bo jednak w umysłach Północno-Koreańczyków istnieje jeszcze myśl o jedności z południowymi sąsiadami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Nie Sty 15, 2012 12:19 am

Nie można powiedzieć, żeby Yong spodziewał się widoku zadbanych uliczek, niezłych chodników czy dobrze wzniesionych budynków, a kiedy zobaczyli tą malutką, oświetloną słabo pizzerię, szczęka mu opadła. Cóż, nie to, że o Korei Północnej nie było dobrych wieści – po prostu te złe były najbardziej nagłaśniane. Lepiej sprzedają się newsy o wychudzonych ludziach głodujących w barakach z drewna, niż o przyzwyczajonych do życia obywateli reżimu.
Przynajmniej zaciemnione okna pasowały do jego wyobrażeń. Opustoszałe ulice przypominały mu jakiś horror, a cisza była wręcz przytłaczająca; odgłos obcasów wojskowych butów uderzających o betonowe płyty był jedynym dźwiękiem gdziekolwiek by nie poszli, co było jeszcze bardziej przygnębiające. Jak czuli się ludzie w mieszkaniach, słysząc te kroki? Salutowali? Kulili się, bali? Prostowali z dumą, radością, uśmiechem? Południe nie był pewien – a jego niepewność pogłębiła się z chwilą, kiedy zobaczył pierwszy plakat. A potem kolejny, kolejny, kolejny, każdy świeżutki i równo przyklejony, wywrzaskujący w świat wytłuszczone czarnym tuszem hasła.
Zatrzymał się przy jednym z nich i przyświecił sobie latarką, żeby przyjrzeć mu się dokładniej. Kim Ir Sen z podniesioną wysoko ręką pozdrawiał tłumy nienaturalnie pięknych, szczęśliwych Koreańczyków, nad których głowami walił w oczy czarny napis z czerwoną obwódką.
Dreszcze przeszły Yongowi po plecach, a on sam odwrócił głowę i ze stężałą miną dogonił Yuna.

Dochodzili właśnie do dzielnicy z opisu bliższej do zagranicznych reportaży. Plakat zauważył od razu; podszedł bliżej, nachylił się nad nim i uśmiechnął inaczej niż zwykle: trochę smutno, gorzko, kwaśno. Była nadzieja, ale równie wyblakła, zniszczona i schowana, jak ten mały kawałek papieru sprzed kilkunastu lat.
Ale mimo tego poczuł w ucisk w dołku, fala wzruszenia dobiegła mu do oczu. Wyciągnął rękę, szukając dłoni Północy. Znalazł - drobną i chłodną, wytrudzoną trochę, ale w tym momencie dającą większe poczucie bliskości i otuchy niż kiedykolwiek. Przez ten krótki moment miał gdzieś, że ten widok - widok dwóch północnokoreańskich żołnierzy trzymających się za ręce przed plakatem propagujacym unifikację - mógł wydać się dziwny, liczył się tylko ten uścisk.

- Chodźmy, Yun – wychrypiał, odwracając na chwilę wzrok. - Chodźmy.


Le żyłochlast! XD

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Wto Sty 24, 2012 5:44 pm

Oczywiście, że wychudzeni, głodujący ludzie są w Korei Północnej. Ba, nawet występują bardzo licznie. Ale teraz, o tej godzinie i w tym miejscu, Yong takowych nie zobaczy. Raz, że jest to Pjongjang. Stolica, w której każdy człowiek biedny psuje wygląd całego miasta. Biedniejsi są tylko po to, by sprzątać brudy. Ha, przy wizytach kogoś z zewnątrz - obcokrajowców - są nawet ukrywani, bo jak sądzą strażnicy i przewodnicy "przez nich Korea pokazuje się od gorszej strony". Dwa, to późna pora. Życie Koreańczyków z północy jest niemalże ustawione. Wiedzą kiedy mają wstać, jeść, wyjść do pracy/szkoły, wrócić, spać. Żaden z nich nie odważy się zakłócić tego rytmu. Chociaż zdarzają się nieliczne wyjątki.
Złapany za rękę poczuł takie przyjemne ciepło. Miło mu się zrobiło, bo przez ten na pozór zwyczajny gest, przypomniało mu się z kim tak naprawdę przekroczył granicę swojego kraju. Ano ze swoim kochanym, troskliwym, uroczym Yongiem. Jego obecność naprawdę zmieniała wszystko. Zaczynając od sposobu myślenia, kończąc po samo otoczenie wokół nich. Nawet ten głupi, podarty plakat miał teraz większą moc niż wcześniej.
Chwila tak przyjemna dla obu braci nie mogła jednak trwać długo. Fakt, nie było tu kamer czy podsłuchów, ale Yun i tak wolał nie ryzykować. Wyrwał swoją rękę z uścisku i uśmiechnął się złośliwie.
- Potrzymamy się za rączki kiedy indziej, kochanie. – prychnął cicho, wytykając mu język. Odwrócił się na pięcie i skierował swe kroki ku domowi. Przybrał poważny wyraz twarzy, godny bezdusznego, koreańskiego żołnierza, patrolującego puste ulice Pjongjangu.
Mijali właśnie sporawy, szary budynek mieszkalny. Szli obok strony z widocznymi balkonami. Na pierwszym od dołu stała młodziutka kobieta. Tak zwana młoda dorosła, drobniejszej budowy. Jej długie, ciemne włosy powiewały na wietrze, odsłaniając uroczą twarzyczkę. Ubrana była w luźną, białą koszulę nocną. Aż dziwne, że nie było jej zimno. Noc była chłodna, a ona stała boso, wpatrując się w dal. Biedaczka, pewnie nie mogła zasnąć i wyszła się przewietrzyć.
Północ nie zwracał na nią szczególnej uwagi. Huh, chyba nawet w ogóle jej nie zauważył.. jednak ona już tak. Dziewczyna gdy tylko zauważyła ciemnozielony strój, ujawniający się w słabym blasku latarki, trzymanej przez Yonga, wydukała coś przerażona do siebie i natychmiast schowała się do domu. Strach przed żołnierzami? Być może.
Parę kroków w lewo, parę w prawo, przed siebie i już. Są przed klatką, wprowadzającą do wnętrza bloku, w którym mieszka Yun. Północ pociągnął za drzwi – które wyjątkowo dzisiaj były otwarte – i razem z Południe weszli do środka. Wiele się nie różniło od polskich korytarzy w klatkach blokowych. Schodki, prztyczki do światła (co prawda żarówki przepaliły się wieki temu i nic raczej nie zabłyśnie), uroczy brak windy… i takie tam. Chyba jedyną różnicą było to, że lśniły niewiarygodną czystością.
Wdrapali się razem na ostatnie piętro. Swoją drogą to całkiem niezły trening. Można się zmęczyć tak dreptając po każdym z setek schodów z osobna. Stanęli przed szarymi, lekko podniszczonymi drzwiami. W słabiutkim blasku latarki trzymanej przez Yonga, zaczął szukać swoich kluczy. Ich obecność została potwierdzona dumnym, głośnym brzdękiem ocieranego o siebie metalu. Wyjął i na oślep zaczął wkładać do dziurki. Z kamienną twarzą zmieniał kluczyki, z ukrywaną złością przemieniając je i szukając tego właściwego – ba, był ich cały pęczek, a w tak słabym świetle, trudno dopatrzeć się tego pasującego.
W końcu otworzył. Prawidłowość pokonania zamka, potwierdziła się głośnym stuknięciem w drzwiach. Północ nacisnął na klamkę, rozchylił drzwi i ukazał przed Południem, wyjątkowo piękną, charakterystyczną , rzucającą się w oczy….. bidę. Skromne wnętrze naprawdę wydawało się ubogo wyposażone:
Tuż przy drzwiach wejściowych znajdował się portret z Kim Dzong Ilem. Malowany, bardzo ładnie obramowany. Nieco dalej stara, wisząca półka z książkami. Była wykonana z ciemniejszego drewna. Gdyby tak przetrzeć ją ściereczką, może i zachwyciłaby swą urodą, ale tak, to szczycić się może tylko swoim absolutnym zaniedbaniem. Na niej zaś były równiutko ułożone książki. Były oprawione w bladozieloną, skórzaną okładkę ze złotymi napisami. Na grzbiecie widniała duża cyfra rzymska. Na oko wydawało się, że jest tego z trzydzieści tomów i tylko jeden, ten sam autor. Kim Ir Sen, Kim Ir Sen, Kim Ir Sen, Kim Ir Sen… i tak na wszyściutkich. Wstyd się przyznać, ale żadnej z tych książek, Yun treści nie poznał. One mają być na pokaz – żeby pokazać jakim to wybitnym pisarzem był dziadek obecnego, Wspaniałego Następcy, Kim Dzong Un’a, że napisał tyyyyleee tych tomów. Beznadziejna sprawa.
Obok znajdowała się kanapa. Urocza, czarna, rozkładana. Dodać można, że po bokach nieco obdarta – co tu się musiało dziać?!
Jakiś element rozrywki musi być w każdym domu. Północ ma aż trzy. Na drugiej, mniejszej półce było radio. Łoh.. jeśli ktoś wie jakich gruchotów używano np. tuż po II wojnie światowej, to wie z jakimi „cudami” elektroniki Yun zwykł się stykać. Pod półką było biurko, a na nim.. uwaga, uwaga.. komputer! Stacjonarny, nie włączany od lat, ale jednak! W sumie to i tak nic szczególnego na nim robić nie można. Dzisiejszy świat mocno upiera się na samym Internecie, a dostępu do niego Koreańczycy z północy niestety nie mają. Ostatnim z elementów rozrywkowych młodszego bliźniaka, była dobrze znana nam telewizja. Południe pewnie ma u siebie ze trzy plazmy i jeden mały przenośny telewizorek.. tutaj jest tylko jedne, stare pudło. Czy Yong nie ma wrażenia, że cofnął się w czasie?
Następnie drzwi do kuchni i łazienki. Chyba najzimniejsze pomieszczenia. W sumie wyposażone tak samo uboga jak reszta domu. Nie ma co męczyć się nad opisami pustej lodówki, niedziałającego kranu, czy zwykłej muszli klozetowej.
Wszedł i od razu usiadł na kanapie, odchylając głowę do tyłu. Westchnął niby to zmęczony, ale jednak trochę zły.
- Aż dziwne, że mój kraj ma taką słabą ochronę. Prześlizgnąłeś się do mnie bez większych przeszkód! – mruknął niezadowolony, zdejmując czapkę od munduru. Położył ją sobie na kolanach, podnosząc wzrok na Południe. Był ciekaw co też jego braciszek powie odnoście tych słów, jego domu i w ogóle wobec tej całej, dziwacznej sytuacji.

Ja pieprzę… zaczynam pisać książki, nie posty xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Sro Sty 25, 2012 9:37 am

Zgaszony w ten sposób pokręcił głową z niedowierzaniem – ale i z cieniem uśmiechu, sugerującym rychłą poprawę humoru i powrót do siebie. Cóż, przed chwilą Yong miał wrażenie, że zostanie tu na zawsze, wypłakując oczy przed podartym plakatem z dwojgiem dzieci – lub, co gorsza – poryczy się w najlepsze na rękawie Yuna. Złośliwy błysk zębów i to pobłażliwe prychnięcie ukłuły go trochę, prawda, ale możliwe, że bez tego impulsu nie opanowałby się zbyt szybko. Zadziałał jak katalizator, wywołał reakcję; i w ten sposób zaczerwienione, ciężkie jakby spojrzenie zniknęło na rzecz nikłego z początku, ale rozkwitającego błysku w oku.
- Chciałbyś, żeby tylko za rączki daze – zaintonował, zabawnie przeciągając głoski i szturchając Północ w ramię.
Obejrzał się jeszcze raz na obrazek, westchnął i ruszył naprzód, starając się naśladować kamienną minę brata. Nie można powiedzieć, że nie był pod wrażeniem, jak szybko tamten złapał swoją mimikę w ryzy, zamknął ją pod maską. Ciekawy był, na ile to ma związek z charakterem jego ustroju, a na ile z charakterem jego własnym – w końcu skoro służył w swoim wojsku (jak to w ogóle brzmi, ha! Yong odwiedzał swoich żołnierzy, ale nie miał w sobie takiej ilości absurdu czy hipokryzji, żeby służyć samemu sobie), na pewno był zmuszany do łapania ludzi, łamania ich, torturowania. No, może nie na pewno, ale spory procent pewności – owszem.
Kierował leniwie strumieniem światła z latarki, wyłaniając z mroku obłe, dziwne kształty, w rzeczywistości będące rachitycznymi drzewkami, kubłami na śmieci, wygasłymi dawno latarniami. To wszystko najprawdopodobniej wyglądało inaczej za dnia; normalnie, nudno, zwyczajnie. Ale teraz, gdy Yong próbował stworzyć jak najbardziej przekonującą rolę żołnierza-służbisty na patrolu, budziło dziwną sensację w żołądku. Urastało do rangi złowieszczego zjawiska.
Podobnie było z dziewczyną w białej halce, stojącej w chłodzie na szorstkim betonie balkonu. Na początku Południe nie był pewien, czy była w ogóle człowiekiem – liczne gry i zastrzyk adrenaliny spowodowany tym małym wyskokiem na pewno nie pomogły jego wybujałej wyobraźni. Miała zbyt delikatne rysy, była zbyt chuda, zbyt zwiewna. Przypominała mu małego duszka. Mały, zagubiony gwishin.
Którego właśnie spłoszył tupotem wysokich butów i mocnym, oślepiającym światłem wojskowego aparatu. Yong poczuł falę goryczy zalewającą mu gardło. Zauważył bose stopy migające w uchylonych jeszcze drzwiach balkonu i byłby pluł sobie w brodę, że tak przestraszył Koreankę – i tak pewnie nieustannie przerażoną i zestresowaną.
Utrzymał równy krok, starając się nie patrzeć już w tamtą stronę. Niech myśli, że nikt jej nie zauważył. Ha, cóż, w przypadku Yuna chyba było tak naprawdę.
Skierował za to wzrok na osiedle, oświetlone lekkim. mdłym poblaskiem z latarki. Pierwsze słowo, które przyszło mu do głowy, to „szare”. Potem całą nawałnicą zwaliły się kolejne: biedne, smutne, puste, jałowe, zaniedbane, ale i przytłaczające. Trudno było nie zauważyć zacieków ciągnących się od samej góry klockowatych kolosów, braku remontu, kropli farby. TO a Seul w pełni rozkwitu – w pełni koloru, dźwięku, światła, ludzi szczęśliwych bardziej lub mniej, gwaru, szumu samochodów i nawet reklam z telebimów - było jak niebo a ziemia. Zupełne przeciwieństwa, które, wbrew wszelkiemu rozsądkowi (ale w myśl ludowych przekadeł) przyciągały się tak bardzo, że aż wstyd.
Tak zapatrzonemu Yongowi zajęło chwilę, nim zorientował się, że Yun prowadzi go na jedną z klatek, notabene wyglądających identycznie. I znowu, sytuacja identyczna, jak chyba wszędzie w tym kraju. Biednie tak bardzo, że każdego postronnego ściska w dołku, ale jednocześnie czysto. Ludziom mieszkającym tu nie zostało chyba nic oprócz czystości. No, chyba, że do tego też byli zmuszani. Dlaczego tu nikt nie zrobił rewolucji, jasna cholera psiakrew?

… i windy? GDZIE WINDA? Ostatnie schodki pokonywał już praktycznie na czworakach, mając wrażenie, że wypluje płuca. I wątrobę. Ooo, wątrobę na pewno wypluje. Nie, żeby był jakąś lebiegą i nolifem siedzącym przy komputerze 24/7, ale zdecydowanie odzwyczaił się od takich wspinaczek.
Słaniając się na nogach polazł za Północą i oparł się o ścianę przy drzwiach, ręką rozmasowując płuca i brzuch, dysząc i czekając, aż braciszek je otworzy.
Trochę sobie poczekał. Wyrównany oddech zakłócały mu coraz to nowe wybuchy chichotu, kiedy kolejne klucze z niepowodzeniem zgrzytały o zamek. Nie pomagała kamienna twarz Yuna, która powoooli zaczynała zdradzać poirytowanie. Kiedy w końcu drzwi wydały z siebie triumfujące stęknięcie, Yun był na skraju wytrzymałości – Yong to wiedział, nawet mina rasowego pokerzysty nie zdołała przed nim tego ukryć.
No, ale drzwi otwarte, proszę wejść.
Rozejrzał się dokładnie. Po pierwsze, ogromny, brzydki portret z mordą paskudnego Kim Ir Sena, którego Południe w dużym stopniu obwiniał o Wojnę Koreańską. Pojechał taki do Ruska, nauczył się sztuki dochodzenia do władzy od bolszewików, a teraz skutki odczuwa praktycznie cały świat. Ledwie powstrzymał się przed splunięciem. Pieprzony komunista – pomyślał Yong, kryjąc uczucia pod wyszczerzem. - Mam nadzieję, że się smaży w Piekle.
Postawił kilka kroków naprzód, mając wrażenie, że cofa się w czasie. Przede wszystkim zauważył peceta, cholerną skamielinę z epoki. Jezu, czy to miało niebieski ekran konsolkowy?... Mógł się założyć, że owszem. No, ale podobnie jak większość sprzętów w pokoju, pokryty był całkiem pokaźną warstewką kurzu. Z trudem powstrzymawszy informatyczne zapędy Yong odwrócił się i wrócił do eksplorowania mieszkania. Północ rozwalił się na kanapie i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale patrzył tylko. Chyba nie miał nic przeciwko temu, żeby zobaczył sobie jego gniazdko.
Inną rzeczą, która natychmiast rzuciła mu się w oczy, była solida półka pełna książek. Jednakowych praktycznie, seledynowych, ze złotym napisem wytłoczonym Bóg wie ile lat temu. Nawet nie musiał czytać znaków sygnujących nazwisko autora – Kim Ir Sena dało się wyczuć tu praktycznie wszędzie. Zainteresowało go za to, że książki nie wyglądały na czytane pasjami. Quod erat demonstrandum, były pokryte kurzem i chyba stały tu tylko dla ozdoby. Cichy śmieszek wydobył się z jego ściśniętego gardła, kiedy pomyślał, że ten jego kochany braciszek to jednak jest w wyparciu. Hipokryta w wyparciu, bogowie, pewnie jedyny raz dotknął tych książek, kiedy je nabywał.
Yong przejechał palcem po półce, wyłaniając spod szarego nalotu piękne, ciemne drewno.
- Jasna Maryna, Yun, co ty tu robisz całymi dniami? Nie nudzisz się? - spytał, przesuwając wzrokiem po radiu. Pamiętał ten model; używał go podczas Wojny. A telewizorek, który stał w kącie, był chyba jednym z pierwszych modeli. Ciekawe, czy w ogóle działał.
- Masz tu istny skansen, cholera. - Mruknął, stanąwszy nad nim i oparłszy ręce na biodrach. - Może otworzysz muzeum daze? - pochylił się, zabrał mu czapkę i zaczął obkręcać ją na jednym palcu, składając usta w pocieszny dzióbek.
Widząc jego ponurą minę roześmiał się jeszcze głośniej.
- No gdyby nie ty, to bym nigdy tu nie dotarł, nie? Myślisz, że wcześniej nie próbowałem daze? - mrugnął do niego, opierając się kolanem o kanapę pomiędzy nogami Yuna i nachylając się nad nim z jasnym, niedwuznacznym zamiarem. Pewnie osiągnąłby cel. Twarz brata była coraz bliżej, oczy błyszczały w ciemności, jedynym słyszalnym dźwiękiem był jego oddech i pisk opon dobiegający z niedaleka--
Zerwanie się z siedziska i dopadnięcie do okna zajęło mu mniej niż sekundę. Zmienił się praktycznie w rozmazaną smugę, zostawił Yuna tam, gdzie siedział, przylgnął policzkiem do chłodnej szyby i spojrzał w dół. Prosto na ciemny, duży samochód o typowo wojskowej aparycji i wyskakujące z niego postaci w strojach o typowo wojskowym kroju.
Szlag. A mogło być tak pięknie.

Najwyraźniej jednak do domu Północy nie dało się przemknąć, pozostając tak do końca niezauważonym.

Kiedy wojskowi wsuwali nieufne nosy do mieszkania, obie Koree leciały na łeb, na szyję w dół jednej z dwóch klatek schodowych. Mieli szczęście, że nie pomyślano o obstawieniu budynku i wejść do niego – gdyby żołnierze nie wdrapali się na nieszczęsne piętro Yuna jedną klatką, gęsiego, z ucieczki nic by nie wyszło. Czy o ich głupocie zadecydowała młodość, czy brak doświadczenia – nie wiadomo. Dość, że na pewno nie umieli zrobić porządnej obławy, ofiary wymykały im się tuż pod nosem. Przynajmniej mieli na tyle rozumu, żeby zostawić straże przy wozie ze sprzętem. Chłopak ze śladem dziewiczego wąsika pode nosem ściskał karabin w spotniałych dłoniach, nerwowo tocząc oczami i próbując wyłonić z ciemności potencjalnego wroga. Pozostawiony samemu sobie nie sprawiał zbyt wielkiego wrażenia, ale zdesperowany, przerażony dzieciak ze śmiercionośną bronią mógł sprawić im wiele kłopotów. Ostatnie, czego im było teraz potrzeba, to zamieszanie, żołnierzyk nie powinien ich zauważyć.
Ale mieli mało czasu, a przeszukanie pięter budynku na pewno nie zajmie Koreańczykom długo. Południe wycofał się w głąb spowitej mrokiem klatki i na czuja ruszył do pierwszego parterowego mieszkania, którego balkon mógłby wyprowadzić go bezpiecznie na zewnątrz. Modlił się, żeby jego mieszkańcy mieli mocny sen. Nasłuchując tupotu butów myszkujących po wyższych piętrach ludzi uchylił drzwi i wsunął się do środka, natychmiast je za sobą zamykając.
Znalazł się sam na sam z zatęchłą, suchawą ciemnością, wypełnioną spokojnymi oddechami śpiących. Ruszył na przód, ostrożnie ważąc każdy krok. Dom nie był duży, więc dotarcie do drzwiczek tarasu nie zajęło mu dużo czasu.
A przynajmniej nie zajęłoby, gdyby w międzyczasie nie strącił ze stolika topornej szklanki z grubego szkła. W panice usiłował ją złapać, ale zyskał tylko to, że odbiła się od stojącego obok łóżka i z łoskotem uderzyła o podłogę. Yong skamieniał, kropla potu spłynęła mu po szyi, szczęki zacisnęły się mimowolnie; ale nic nie drgnęło. Mieszkańcy nie dali znaku życia. Mieli tak mocny sen, czy po prostu bali się wstać i stawić opór?
Gdy w końcu dał radę się ruszyć, zobaczył parę oczu obserwującą go z kąta pomieszczenia. Oczu umieszczonych pod ciemnymi włosami, nad wątłym ciałkiem przyodzianym w białą koszulinę nocną. Oto widziany wcześniej duszek, cholera jasna by to wzięła. Przerażony najwyraźniej jeszcze bardziej, niż wcześniej. Uniósł palec do ust, nakazując jej milczenie, nakazał wargom miły uśmiech , po czym otworzył balkon i zsunął się na chodnik tuż pod nim.
Po zdjęciu butów podkradnięcie się do chłopaka i pozbawienie go przytomności było aż nazbyt łatwe, podobnie załadowanie go do samochodu – samochodu, który miał zamiar ukraść.
Poczekał, aż Północ wsiądzie, po czym sam władował się do środka i ruszył. Trzeba było wydostać się z Pyongyangu jak najszybciej, ale co potem?...
Z tym właśnie pytaniem zwrócił się do brata.

ŻRYYYJ, REFERAT. XDD i jest chujowy, bo koniecznie chciałam wszystkie pomysły zmieścić naraz - a i tak mi sie nie udało. XD

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Sob Sty 28, 2012 1:19 am

Obserwował go uważnie, z głową częściowo położoną na oparciu kanapy. Uniósł nieznacznie brew, widząc te wszystkie śmieszne - niby skrywane - miny Południa. Północ nie był do końca pewien, czemu tak bardzo dziwi się jego brat. Sądził, że on sam jest tylko troszeczkę zacofany. A to troszeczkę w jego myślach, nie miało zawierać wszystkich płaskich telewizorów, miniaturowych komputerków czy dotykowych telefonów! A już tym bardziej malutkich MP3 czy MP4 ze słuchawkami, nie zakrywającymi całych uszu. Ach.. świat poszedł tak bardzo do przodu, a biedna, Północna Korea wciąż żyje czasami wojny.
- Nie nudzę. - odparł szybko. - Zazwyczaj ćwiczę, sprawdzam czy wszystko w Pjongjangu dzieje się prawidłowo, zaglądam do żołnierzy, Pana, no i może czasami włączam telewizję, ale to bardzo rzadko. - z jego słów można wywnioskować, że jednak TV działa. Ale gdyby tylko Yong wiedział jak rozpaczliwie mało jest kanałów. Zaledwie trzy, które da się jakoś znieść. Na jednym leci NA OKRĄGŁO filmowa wersja historii Korei. Brzmi fajnie. Dzieci mogą to oglądać i uczyć się... ale historia nie jest prawdziwa. Ktoś wywalił te dobre fakty dotyczące Stanów Zjednoczonych, z naciskiem dokładając zdania, otwarcie poniżające USA. Pomyśleć, że takich bzdur uczą też najmłodsze dzieci w szkole.
Na następnym kanale, puszczany jest urywek filmowy z Wielkim Panem, ukazanym jako najwyższy, najwspanialszy pan. Gdyby Yun miał więcej czasu, miałby obowiązek obejrzeć go przynajmniej raz dziennie. Na ostatnim kanale... instrukcja obsługi broni! Dzisiaj byłby kałasznikow.
Podniósł głowę i spojrzał na niego, minimalnie zły. - Po co otwierać muzeum, skoro wszyscy w tym kraju, mają prawie to samo w domu, co ja? - burknął, pozwalając na odebranie sobie czapki z kolan. Na kolejną wypowiedź nie zdążył odpowiedzieć z powodu nagłej bliskości Południa. Wiedział, że zostanie zaraz pocałowany, nawet przymknął nieznacznie oczka... ale co? Dupa.
Cisza otulająca szare, opustoszałe miasto, została zamordowana przez strasznie głośny pisk opon. Północ od razu wiedział, że coś jest nie tak - przecież tutaj nie jeżdżą samochody, ewentualnie autobusy do pracy. Zerwał się z kanapy nieco wolniej niż Yong. Widząc co znajduje się pod jego blokiem, zbladł. Milczał długi czas, jakby nie wierząc, w to co ujrzał. Wiedział, że już po nim. Mimo wszystko postanowił zwiać. Kierował się cały czas za Południem, lub drogą zbliżoną do jego dróg ucieczki.
Właściwie to ogłuszeniem żołnierza pilnującego broni i porwaniem auta, zajął się tylko starszy z bliźniąt. Yun wyraźnie tym wszystkim przerażony, wydukał tylko cicho, że nie zamierza krzywdzić swoich żołnierzy, bo i tak ma już przesrane. Ale oczywiście do samochodu wsiadł.
- Mamy kilka możliwości. Możemy kierować się na północ, do Chin... ale nas nie przepuszczą. Lub do Rosji.. ale też nas nie przepuszczą, lub do Twojego kraju.. gdzie też nas nie przepuszczą. - odparł wyraźnie zaniepokojony tą całą sytuacją, która wydawała mu się teraz taka beznadziejna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Sob Sty 28, 2012 7:32 pm

Skrzywił się, włączył kolejny bieg i zupełnie na intuicję skierował się do południowego wylotu z miasta. Ciekawiło go, czy i kiedy zaczną ich ścigać. A może po prostu obstawią ulice i będą czekać, aż wpadną jak rybki w sieć? Może w samochodzie ukryty jest nadajnik, który wskazuje, gdzie są?
- Na pewno spodziewają się, że pojedziemy do mnie daze – mruknął, stukając palcem w kierownicę – ale Ruski pewnie nas wyda, a hyung... - nie dokończył. Sprawdził w lusterku, czy ululany wcześniej żołnierzyk dalej hasa po łączce z jednorożcami, zastanawiając się, po co właściwie go zabrał i co z nim zrobić. Potem zerknął na Północa, który totalnie świrował. Bał się, to było widać, więc Yong wcale nie nalegał, żeby przykładał rękę do obezwładniania żołnierzy – wolał to wziąć na siebie. Braciszek i tak już miał przesrane; jego samego pewnie wypuszczą, nie ośmieliliby się czegokolwiek mu zrobić. Korea Północna nie do końca była gotowa na wojnę, w dodatku wywołaną przez taką, powiedzmy sobie, pierdołę. Za to jeśli dorwą Yuna... Strach pomyśleć.
- Kierunek na Seul! - zadecydował, próbując się pokrzepiająco uśmiechnąć. Uśmiechy są łatwe. - Nie muszą nas przepuszczać, wrócimy tam tak, jak tu weszliśmy. Pamiętam przecież, gdzie to jest daze~ - dodał, obrzuciwszy drogę uważnym spojrzeniem. Ciemność rozdzierały tylko reflektory wozu.
Na razie.
Przez następną godzinę z kawałkiem jechali spięci, zestresowani, z ogromnymi kulami lodu w żołądkach. Każdy błysk, ruch był podejrzany, pojawiające się z rzadka ciężarówki wyglądały, jakby były naładowane żołnierzami, nie pomagała nawet prędkość jazdy. Obie Koree były – w większym lub mniejszym stopniu – przerażone. Mimo to dotarcie do miejsca, w którym mniej więcej wskoczyli na gapę do transportera poszło im zaskakująco gładko, biorąc pod uwagę, że najprawdopodobniej została postawiona na nogi spora część militarnej siły kraju.
Yong zatrzymał powóz i sięgnął do tyłu, po nieprzytomnego nadal żołnierza. Usadził go w miejscu kierowcy, przykuł obie jego dłonie do kierownicy (kajdanki znalazł gdzieś na pace), po czym zaczął budzić, niedelikatnie waląc po twarzy. To nie zajęło długo; senne rozmarzenie na twarzy chłopaka szybko ustąpiło panice wymieszanej ze złością, zwężone źrenice rozpaczliwie lustrowały ograniczone otoczenie. Gdyby nie został przykuty, pewnie zerwałby się i uciekł – a może zacząłby walczyć?
- Mam nadzieję, że umiesz prowadzić, mały - wyszczerzył się jak kompletny czubek, nawet nie próbując już naśladować północnokoreańskiego akcentu – bo jeśli nie znikniesz stąd w ciągu dziesięciu sekund, to wrócę tu i wyrwę ci nogi razem z płucami.
Chwycił pierwszą broń, jaka była pod ręką, po czym wyskoczył z samochodu zaraz za Północą. Nie musieli czekać długo, samochód odjechał natychmiast. Wątpliwe, żeby obecny kierowca tak przejął się groźbą Południa – prędzej spieszy mu się do najbliższej bazy, gdzie mógłby złożyć raport o lokalizacji ściganych. Lepsze to, niż zostawienie samochodu na drodze i narażenie się na kogoś zbyt ciekawskiego.
Zagłębili się w las, prawie biegiem przedzierając się przez krzaki. Oto już między drzewami zamajaczyła mijana wcześniej chatynka, kilkaset metrów dalej musiała być dziura, umożliwiająca wydostanie się na pas ziemi niczyjej, dzielący granice. Yong pozwolił sobie na oddech ulgi – byli już tak blisko...
… i wtedy strumień światła przeszył poszycie lasu, prześlizgując się po ich plecach. Do niego dołączył kolejny, i kolejny, i kolejny; cztery latarki, przeszukujące las jak jakieś Oczy Saurona. Ciężkie obcasy wysokich oficerek miażdżyły z chrzęstem drobne rośliny i suche gałązki na swojej drodze, kiedy grupka żołnierzy zbliżała się coraz bardziej do miejsca, w którym skryli się bliźniacy. Drzewo, do którego kory przylgnęli, było wysokie, mocne, rozgałęzione...

Wysokie zielsko zaszumiało jakby z wyrzutem, gdy rozsunęły je ręce okryte mundurem. Jego część była wygnieciona, jakby przed chwilą ktoś w nim siedział – co Koreańczyk natychmiast zauważył. Na dobitkę połysk dużego gwoździa utwierdził go w przekonaniu, że coś jest nie tak. Otworzył już usta, żeby zawołać towarzyszy, gdy przed jego oczami otworzyła się mała eksplozja, a on do wtóru skrzypiec i małych, żółtych ptaszków osunął się w trawę.

… a tymczasem Yong z szerokim uśmiechem zamachnął się, ważąc w dłoni innego gwoździa. Wiedział, że się przydadzą. Prawda, że miał jeszcze zabrany z samochodu karabinek, ale bądź co bądź to byli ludzie Północy, zabijać ich nie miał ochoty – a na razie wcale przecież nie musiał. Inna rzecz, że ci też byli kompletnymi idiotami; szybko dostrzegli, że jeden z nich leży, ale zamiast schować się i zlokalizować przeciwnika, dopadli do nieprzytomnego jak kretyni, wystawiając się pod zaimprowizowane pociski Południa jak przepióreczki. Czuł się, jakby grał w przygodówkę na poziomie easy, na dodatek z kodami. Chryste Panie, no.
- … No to lecimy, Północ. Zaraz mogą przyjść następni daze, skąd oni się w ogóle tutaj wzięli? - z tymi słowami zeskoczył z drzewa i pociągnął dość biernego Północa do zrobionej wcześniej dziury.
Udało im się wyjść, gdy do Południa dotarł pewien... istotny szczegół.
Byli w mundurach Korei Północnej. Jak uda im się dostać do celu, nie wzbudzając zamieszania?

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Sro Lut 01, 2012 2:33 am

Nie przesadzajmy. To nie jest jakiś amerykański film akcji. Żadne blokady z samochodów na drogach czy nadajniki w aucie nie wchodzą w grę. To biedny kraj. Nie może sobie pozwolić na takie zabezpieczenia w pojazdach, których jest tyle co nic. Zresztą to i tak nie byłoby potrzebne. Sytuacje takie jak dzisiaj - czyli wkradnięcie się do kraju, porwanie itd. - nie zdarzają się zbyt często. Można by nawet śmiało rzec, że wcale ich nie ma.
Jazda była dla Północy cholernie nieprzyjemna. Nie dość, że sam strach przed tym, co by mu zrobili, gdyby już go złapali wyżerał biedaczka od środka, to jeszcze każde najmniejsze drzewko czy murek wyglądały jak horda uzbrojonych żołnierzy, szarżujących w stronę samochodu z nieprzyjaznymi zamiarami. No i jeszcze ten nieprzytomny mężczyzna na tylnym siedzeniu wozu. Podczas drogi, Północ miał trochę czasu, aby mu się dokładniej przyjrzeć. Znał go z widzenia, a może nawet raz czy dwa zamienił z nim parę zdań. Świadomość współudziału w ogłuszeniu swojego obywatela, była dla Yuna istną torturą. Czuł, że zdradził swój kraj, a mijane plakaty propagandowe z Kim Ir Senem, wydawały mu się dawać jasno do zrozumienia, że popełnił cholerny błąd, za który prędzej czy później będzie musiał zapłacić. Możliwe, że własną krwią. Ale cóż. Za błędy się odpowiada, a przecież wprowadzenie Południa na północne ziemie Korei, było pomysłem tylko i wyłącznie jego gospodarza.
Zatrzymali się. Przerażony pan z warkoczem od razu rozpoznał to miejsce. Tutaj mniej więcej wskoczyli do pojazdu, przewożącego towary, jako pasażerowie na gapę. Westchnął cicho z miną mocno wykrzywioną w dół. Nie zamierzał niczego robić. Nie pomagał Yongowi w przenoszeniu ogłuszonego żołnierza na miejsce kierowcy, nie bawił się kajdankami i kierownicą, ani też nie zamierzał mu niczym wygrażać. Uważał, że sytuacja w której się znajduje jest tak przesrana, że pogarszać jej nie trzeba. Liczył też na to, że Południe sam to zrozumie i nie będzie go do niczego nieodpowiedniego zmuszać.
Tak więc po odjechaniu auta, Północ grzecznie kierował się za Południem w głąb lasu. Parę minut bieganiny i już było widać starą, opuszczoną chatę z garażem. W takim tempie szybko przedostaliby się na drugą stronę, ale oczywiście coś musiało się zepsuć. A jakże by inaczej? Tym razem zostali namierzeni przez strumienie mocnego światła z latarek. Kolejna, setna już chyba myśl w głowie Yuna, że to ich koniec.
Cudownie jest po raz drugi poczuć tą wspaniałą bliskość z drzewem. Byłaby jeszcze lepsza, gdyby w tle nie przemieszczali się uzbrojeni żołnierze, a w powietrzu nie latały… gwoździe? Tak, to te same nadgryzione surowym zębem czasu, zardzewiałe cudeńka, które to Yun miał przyjemność znaleźć we wcześniej mijanym budynku. Nie sądził, że na coś się przydadzą, ale jednak!
Yong z łatwością powybijał wszystkich nieprzyjaciół. Yun znów robił tylko za widza… dość zbulwersowanego widza. Nie wierzył, że jego żołnierze mogli tak łatwo dać się pokonać! Robili wszystko nie tak. Północ aż zaczął klnąc na nich pod nosem, wspominając coś o ostrym treningu i surowej karze.
Przeszedł przez dziurę w drucianym płocie, wcześniej odgarniając wszystkie wcześniejsze śmieci, które tutaj naustawiał. Przy okazji zdążył się nieźle ubłocić i rozedrzeć sobie dolną część spodni. Kto by pomyślał, że wystające kawałki metalu mogą być takie ostre?
- Zawsze możemy zdjąć koszule munduru i jakoś podwinąć spodnie. Mam nadzieję, że ty tak jak ja włożyłeś pod spód jeszcze jakąś cieńszą, białą koszulkę. – odparł z trudem zbierając się w sobie. Później mogą wstąpić do jakiegoś sklepu z odzieżą… oczywiście o ile Południe ma pieniądze. Drobniaki Północy na nic się zdadzą. Pochodzą w końcu z północy, a posiadanie ich w rejonach domu Yonga mogłoby być nieco podejrzane dla tutejszych obywateli.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Wto Lut 21, 2012 8:13 pm

Nie wziął.
No nie wziął. Co za debil. Uznał, że dodatkowa warstwa nie będzie mu potrzebna, na dodatek nie wkładał czegoś tak mało stylowego i szarego jak mundur zbyt często – po prostu narzucił na gołe plecy kurtkę i zadowolony z siebie ruszył ku domu brata. Inna sprawa, że jakoś przecież musiał do pewnego miejsca dotrzeć, nie wzbudzając sensacji wśród tłumu. W niedużej odległości od początku strefy zdemilitaryzowanej stał samochód, w którym Yong zostawił swoje cywilne, zwyczajne, walące po oczach laserami bardzo szykownie dobranych kolorów ciuchy.
Co też natychmiast streścił bratu, kiedy dołączył do niego po drugiej stronie płotu. Musieli tylko do niego dotrzeć, nie alarmując żołnierzy stojących po południowej stronie... no i bezpiecznie przedostać się przez pole minowe, które pasem szerokim na cztery kilometry dzieliło granice obu krajów.
Tu teoretycznie leżałby pies pogrzebany. Miny zostały zakopane dawno temu, pole należało do najbardziej naszpikowanych wybuchowymi niespodziankami na świecie i nikt z żyjących nie wie, jak przez to przejść; jeśli chciałoby się widzieć słoneczko, można by tylko przelecieć, wystawiając się dzięki temu na strzały wartowników obu stron.
Na szczęście przewidujący, kochany Yun z właściwą sobie fantazją wybudował pod polem ogromną ilość tuneli przerzutowych, tak wielkich, że bez trudu zmieściły by czołg – i to nie jeden. Och, Południe doskonale o nich wiedział. O ile nie były zbyt często używane do spełniania swego pierwotnego celu, prześlizgiwanie się w ciemnościach na drugą stronę tęczy stawało się o wiele bardziej znośne, łatwiutkie, przyjemne i ogólnie kimchi z masełkiem. Żołnierze, którzy pilnowali wylotu, byli zaskakująco podatni na perswazję.
Zwłaszcza siłową.
I mówiąc „siłową”, mamy na myśli taką, która czystym ciosem w tył głowy powodowała słodkie ululanie na kilka dobrych godzin. Nie, żeby Yong cieszył się z obezwładniania własnych ludzi, ale cholera, wiedział, co robi. Mieli obudzić się po kilku godzinach z lekkim bólem głowy i przeświadczeniem, że zwyczajnie posnęli się w mroku i nudzie. Tu piekły się dwie pieczenie na jednym ogniu – następnym razem będą pilnowali się bardziej.
- No to idziemy, Yun daze – wyszczerzył się, kiedy stanęli przed włazem do jednego z tuneli. Wsunął rękę do kieszeni, żeby wyjąć kluczyk, wyrobiony wiele lat nazad, gdy...
… natrafił na pustkę. Kluczyk musiał się wysunąć podczas ucieczki. Jedyna nadzieja pozostała w Yunie – może znał jakiś sposób, żeby dostać się do środka?

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Północna
Najlepsze OC


Liczba postów: 104
Join date: 18/07/2011
Age: 63

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Wto Lut 21, 2012 9:18 pm

Wściekł się. Z trudem powstrzymał się od zwyczajnego nawrzeszczenia na brata. Dla niego noszenie samej kurtki wojskowej w tę porę roku jest co najmniej niepoważne. Yonga nie szczypał mróz? Nie było mu zimno? Naprawdę? Gdyby nie szybkie wyjaśnienia Południa, dotyczące auta z ubraniami, Północ z chęcią by go teraz mocno trzepnął w łeb. Albo nie - kopnął w tyłek. Boleśnie. Tyle stresu w jeden dzień... a po powrocie do domu, to uczucie zwiększy się jeszcze bardziej. Życie Północno-Koreańczyka naprawdę zacznie przypominać piekło - eh, jakby teraz go nie przypominało.
Przyjrzał się dokładnie włazowi. Skoro Południe o nim wiedział, to musiał to być jeden z czterech tuneli agresji, które zostały już wieki temu odkryte przez inne państwa, w tym i przez samego Yonga. Przy okazji przypomniała mu się harówka przy nim. Wrr.. aż wyraził swoje ówczesne zmęczenie wykopaniem go, delikatnym grymasem.
Brak klucza nie był dla Yuna absolutnie żadnym problemem. Około pół kilometra od miejsca ich aktualnego położenia, znajdowały się gęste, kolczaste krzaki. Za nimi było dobrze zamaskowane, niewielkie wejście. Przecisnąć się przez nie, można tylko i wyłącznie na czworaka. Z daleka wygląda jak nora jakiegoś dzikiego zwierza... kto by pomyślał, że stanowi tajne przejście do jednego z tuneli?
Północ szybko wyjaśnił bratu co, gdzie i jak. Pociągnął go we wskazane miejsce. Rzeczywiście za gęstymi, splecionymi kolcami było widać przejście. Jeśli tylko Południe nie boi się trochę pokaleczyć, po paru metrach przeciskania się na czworaka w wąskim tuneliku, powinni dostać się do - że tak pozwolę sobie to nazwać - "strefy głównej tunelu". Później już powinno być z górki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korea Południowa
Admin


Liczba postów: 233
Join date: 18/07/2011

PisanieTemat: Re: Dom Korei Pana Wspaniałego.   Sro Lut 22, 2012 3:48 pm

Że kto miałby się bać, Południe? On!? Dobre żarty, przecież odwaga została po raz pierwszy opisana w Korei, nikt temu nie zaprzeczy!
Odnotowując sobie na marginesie umysłu fakt istnienia tajnego przejścia, Yong z przesadną może śmiałością władował się w ciernie. Pierwszy kolec rozdarł rękaw munduru, drugi musnął policzek, trzeci chlasnął po łydce, a po czwartym nasz geniusz zrezygnował z energicznego szarpania się w chaszczach na rzecz spokojnego, acz systematycznego posuwania się do przodu. Zerknął za siebie; w nikłym świetle dał radę dostrzec, że Yun ruszył w ślad za nim.
W końcu wynurzył się z otworu w ciemnym jak murzyńska dupa tunelu (aaarghojezumojeplecyzajakiegrzechykolanajapierdolędaze) i wyprostował z trudem, niemal słysząc, jak trzeszczą mu kości kręgosłupa i rąk. Wybrudzony i poszarpany wyglądał dość żałośnie; szczęście, że naokoło panowała taka ciemność, że nic nie zobaczysz, choć oko wykol. Odczekał chwilę, aż Yun wygramoli się z dziury, a potem chwiejnym krokiem ruszył.
W złą stronę.
Zorientował się dopiero w momencie, kiedy wysuniętą do przodu stopą z całej siły przypieprzył w zamknięty wylot przejścia. Metaliczny brzęk poniósł się korytarzem, odbijając się echem od wilgotnych lekko ścian, zaniedbanej nawierzchni i odkrytych kabli, przymocowanych do szczytu owalnego sufitu.
Adhahhahhrah – oznajmił, kuląc głowę pomiędzy ramionami - po czym zawrócił i podążył we właściwym kierunku.
Długi marsz z horyzontem widzenia podobnym do tego ślepca pozwolił trochę się rozluźnić, adrenalina nieco opadła, w jej miejsce przyszło lekkie zmęczenie. Yong zamilkł już zupełnie i tylko mlaszczący odgłos butów uderzających rytmicznie o posadzkę był dowodem, że nadal idzie ramię w ramię z bratem.
W końcu dotarli do drzwi. Pchnął je lekko, światło księżyca zalało ich całkowicie, prawie oślepiając. Jeden krok - i znaleźli się w Korei Południowej.
[z/t -> klik ]

_________________


Byłby zdolny skoczyć z wysokiego budynku w radosnym stanie umysłu człowieka,
który zamierza rozwiązać problem gruntu wtedy, kiedy się pojawi.



I rzeczywiście go rozwiązać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Dom Korei Pana Wspaniałego.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sklep Pana Morgensterna
» Narcyza Malfoy
» Charlize Jäger - Zooey Deschanel
» no to SETA

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Hetare :: Zadupiogród :: Centrum Miasta :: Domki :: China Town-
Forum w całości jest własnością administracji. Kopiowanie dozwolone jedynie za zgodą właścicieli.
~**~Halo PBFPBF - Toplista gier PBF

HogwartDream





Lenoire